|
|
Blog > Komentarze do wpisu
be my baby, bitchPiękna ty moja, głupiutka. Żyjesz w moim ciele, a tak bardzo Cię nie rozumiem.
Powiedział mi to. Tyle na to czekałam, miliony razy przerabiałam tą sytuację w głowie. Zresztą, co ja pierdolę. Od początku, od pierwszej chwili, pierwszego "cześć" to, że on się wreszcie we mnie zakocha było tylko kwestią czasu. Co prawda robiłam wszystko, żeby tak się nie stało. A jeszcze więcej robiłam, żeby przypadkiem sama nie poskradać resztek rozumu. Moje życie składa się z wyczekanych miesiącami zdarzeń, które przemieniam na przypadki. Dążę po cichu, małymi krokami, gdzieś wieczorami słuchając Boba Dylana, powtarzając Twoje imię do czterech pustych ścian. I to działa. A potem zapominam o mojej magii, o wielkiej mocy zawartej w chemii naszych ciał, gdy przypadkiem otrzesz się o moją dłoń. Potem dzwony przestają bić i czerwone dywany rozpościerać się pod mymi stopami na każdej drodze. Potem znów jesteś tylko Ty. I już wtedy nie wiem, co się dzieję. Gdybym mogła, całą siebie bym podała Ci na tacy, z moimi ładnymi cyckami, grubymi udami, piegami na nosie, zawziętością, wrażliwością, inteligencją, milionem zdjęć na ścianie, gitarą i trampkami. Wszystkim. Moglibyśmy kochać się kilka razy dziennie, w dowolnym miejscu na ziemi. Robiłabym Ci śniadania do łóżka i cieszyła się, gdy wracałbyś pijany z meczu z kolegami, bo wracałbyś. A to byłoby najważniejsze. Nie pozwala mi moja duma. Nie pozwala mi fakt, że mój ojciec to psychol, którym się brzydzę. Nie pozwalają mi spojrzenia innych, tych hien i małp, które tak nam zazdroszczą. A przede wszystkim ja sobie nie pozwalam. Jak mogę dać sobie prawo to tak wielkiego, bezkarnego, nieuzasadnionego szczęścia?
Pomóż mi, pomóż mi, proszę. Gdybyś tylko umiał czytać w moich myślach i wiedział, że gdy całuję innych i mówię Ci, że nic nie znaczysz, tak naprawdę całą sobą krzyczę, że Cię kocham. sobota, 11 lutego 2012, spieldose
|